- Kyle, hej! - Usłyszałem ten słodki głos... Osłoda dla moich wyniszczonych już bębenków od ciągłego słuchania jaki to jestem beznadziejny.
- Suz... - Szepnąłem, chociaż wiedziałem, że to błąd. Veronic już zmierzała w moją stronę. Susan zbliżała się do mnie, pewnie myślała, że ja i ona... Że to ma jakiś sens. Ale przecież to nie ma sensu. Kim ona jest dla tej szkoły? Kujonem? Nawet nie wiem czy jest chociażby kujonem...
- Wszędzie Cię szukałam kochanie! - I znów powróciła smutna sztuczność otaczająca cały mój świat. Veronic podeszła do mnie na swoich obłędnie wysokich szpilkach i wpiła się w moje usta. 1, 2, 3, 4, 5... Liczyłem. Czekałem aż odpuści przedstawienie. 6, 7, 8, 9... Otworzyłem oczy, odsunęła się. Podniosła głowę z wyższością rozglądając się dumnie po korytarzu. Suzie stała jak wryta po środku. Nie była w stanie nawet zamknąć ust. Widziałem w jej oczach cierpienie zarazem przypominając sobie, jak piękne były jej oczy wczoraj, kiedy cała ta popularność była dla mnie bez znaczenia. Może gdybym nie chodził do liceum... Może wtedy mielibyśmy szansę.
- Zamknij usta skarbie, Kyle nie potrzebuje kolejnej fanki, jak będzie potrzebował zabawki na weekend to dam Ci znać, obiecuję - Veronic była niesamowicie wredną osobą. Nie sądziłem, że aż tak ją potraktuje. Susan po prostu zamknęła buzię. Dalej stojąc w miejscu. Nie wiedziała co robić, ja też nie. Patrzyłem na nią, ona na mnie. Ale zaraz. Nikt nie mógł tego zobaczyć. Złapałem Veronic za rękę, niby śmiejąc się z tego co powiedziała. Kątem oka zobaczyłem jak Suzie upuszcza książki.
- Prawie mi jej szkoda - Odezwałem się głosem ludzi popularnych - Dominic, mógłbyś się zająć biedactwem? Veronic nie zostawiła na niej suchej nitki - Sarkazm nie był mi opcji. Byłem dobrym aktorem. Dominic, jako mój najlepszy przyjaciel, który nie wiedział o mnie zupełnie nic, zrobił o co go prosiłem. Zobaczyłem jak pomaga dziewczynie zebrać książki i od razu zaczął z nią flirtować. Nie chciałem na to patrzeć, nie potrafiłem. Przypomniałem sobie, kiedy to mi na niej zależało. Ten jeden wieczór. Wtedy to ja próbowałem jej zaimponować. Dzisiaj nie jestem w stanie nawet jej obronić. Dlaczego?
[...]
Przed zajęciami ze sztuki zupełnie nic mi się nie chciało. Byłem wycieńczony udawaniem obojętnego na wszystko człowieka. Wiedziałem, że wszyscy mają mnie za gbura, ale w końcu dzięki temu mnie szanują...
Nauczyciel kazał nam czekać przy drzwiach prowadzących do auli. Dziwne, bo był to typ nauczyciela, który siadał z nami na stołówce i kazał "zając się sobą". Moje zajmowanie się sobą polegało na wysłaniu tysiąca "słodkich" esemesów do mojej oziębłej dziewczyny. Ale dziś czekałem przy auli. Ktoś był w środku, drzwi były uchylone. Zaintrygował mnie cichy głos, który próbował zaśpiewać jedno zdanie. Jedno zdanie, które nie mogło przejść tej dziewczynie przez usta. Łkała. Wszedłem do środka, wiedziałem, że to ona. Dopóki nie wiedziała, że tu jestem, wsłuchiwałem się w jej głos, który powoli zaczynał układać się w całość "I'm truly madly crazy deeply in love with you". Wiedziałem, że to nie ma żadnego przesłania w stosunku do mnie. Suz miała zaśpiewać tę piosenkę za kilka dni w szkole, z okazji walentynek, które zbliżały się wielkimi krokami. Jednak jej łkanie nie dawało mi spokoju. Trzask pod moją stopą. Cholera! Nie tak miało być. Nie. Nie. Nie. Odwróciła się. Zmierzyła mnie wzrokiem. Przetarła oczy. Była taka słodka w swojej niepewności...
Podszedłem bliżej. I jeszcze bliżej. Jeszcze tylko kilka kroków. Usiadła. Opadła jakby traciła równowagę.
- Cześć mała - Odezwałem się szarmanckim tonem, ale po samym wyrazie jej twarzy tego żałowałem. Nie odezwała się. Zignorowała mnie - Nie odzywasz się? Okej, jak chcesz - Stwierdziłem obojętnie i sięgnąłem po rozrzucane wokół niej kartki, a z kieszeni wyjąłem długopis. "Kolacja. Dzisiaj u mnie" - napisałem krótko i wręczyłem jej kartkę w dłonie, zaśmiała się, odpisała: "Za kogo mam robić? Kelnerkę? Veronic nie będzie zbyt zadowolona". Przeczytałem, uśmiechnąłem się tylko. Zmieniła pozycję. Usiadła naprzeciw mnie. Wymienialiśmy się podobnymi kartkami kolejne minuty. Zebrałem się na odwagę. Delikatnie musnąłem jej usta. Ona nie odpuściła, przytrzymała mnie przy sobie kolejną chwilę. Taką dziewczynę sobie wyobrażałem u mego boku, gdy nikt nie narzucał mi ideałów. Ona była idealna, dla mnie.
- Zrezygnuję z niej, z tego wszystkiego, ale jeszcze nie teraz, przepraszam... Poczekaj na mnie - Wyrzuciłem z siebie jednym tchem. Ona posmutniała. Miała łzy w oczach, a ja czułem, że serce łamie mi się na pół. Pragnąłem jej i tego, żeby była moja. Kiwnęła głową twierdząco.
- Poczekam - Szepnęła bezgłośnie. Miałem wrażenie, że ktoś wbija mi nóż w brzuch. Wykrwawiam się i nie istnieje. Jedyna myśl jaka krążyła mi po głowie to Susan śpiewająca swoją miłosną piosenkę do mojego ucha.
- Uciekaj, przerwa się kończy, zobaczą Cię... - Westchnęła głęboko, nie chciałem, żeby kończyła to zdanie, wiedziałem co i w jaki sposób to powie - ... ze mną.
A jednak dokończyła. Tym razem nóż wbijał się w moje plecy. Bolało. Czułem to tak realistycznie jak nigdy. Te ostatnie słowa dodała z taką pogardą jakby do samej siebie, jakby była gorsza. Nie chciałem, by tak się czuła. Powoli się podnosiłem. Złapała moją rękę. Spojrzała mi w oczy. Pocałowałem jej czoło. Dość długo się od niej nie odrywałem, moje wargi zastygły przy jej czole. Nie chciałem jej zostawiać. Jednak puściła moją rękę, wstała, odpychając mnie od siebie. Wróciła do swojej piosenki. Poczułem się jak śmieć. Ale wyszedłem stamtąd. Na szczęście nikogo nie było. Nikogo, kto mógłby mnie oskarżyć o zadawanie się z kimś "gorszym".
Możesz założyć jakąkolwiek maskę, ale uważaj, bo ktoś inny też może udawać.
No Oliwia, kto by pomyślał, że jesteś taka kreatywna... Mam nadzieję, że pokażesz to ludzioom*.*
OdpowiedzUsuńMimo, że masz dopiero dwa rozdziały to mam mieszane uczucia, nie do tego jak piszesz, bo masz fajny styl, ale co do Kyle'a. Czytając rozdział potrafiłam się na niego wściec (i to kilka razy) :D
OdpowiedzUsuńBędę tu zaglądać :) buziaaa i dużo weny życzę :*