Translate

sobota, 10 listopada 2012

[1]: They don't care about us.


- Kyle idioto – Veronica krzyczała mi do ucha, używała w stosunku do mnie chyba wszystkich możliwych wyzwisk, które tylko istnieją, choć potrafiła także wymyślać na bieżąco nowe. Kim była? Była ładna, popularna, ale w jej spojrzeniu nie było nic. No może jednak… Nienawiść? Żądza władzy? Może. – KYLE – Krzyczała coraz głośniej, a ja wciąż siedziałem pod prysznicem, zalewając swoje ciało lodowatą wodą. Próbowałem sobie przypomnieć co się stało wczoraj. A właściwie jak to się stało. Byłem oszołomiony. Zawsze byłem oddany Veronice, była moją dziewczyną, którą sam sobie wymarzyłem, jako przewodniczący szkoły. Ludzie okrzykiwali nas najpopularniejszą parą naszego naprawdę dużego liceum, nie było osób, które nas nie znały, były tylko takie, na które my nie chcieliśmy zwracać uwagi. Susan była taką osobą. Nie chcieliśmy zwracać na nią uwagi. A jednak była piękna, choć nigdy tego nie dostrzegałem. Jej oczy jednak mnie hipnotyzowały, a jej głos czarował, mimo wszystko. I wczoraj tak bardzo się na nią zapatrzyłem i tak bardzo wsłuchałem w jej słowa.. Straciłem kontrolę. Bo jak inaczej to nazwać? Veronica jest moja. To jak orzeczenie o własności, ale taki chyba był nasz związek. Byliśmy nawzajem swoimi własnościami.
- Kyle, jeśli wyjdę to więcej nie wrócę – Orzekła obojętnie, jakby każdy inny człowiek na ziemi mógł zająć moje miejsce. Taka właśnie była prawda. Ver mogła z każdego zrobić popularnego i każdego zrównać z ziemią. Jej jasne, długie blond włosy rozbłyskiwały prawie jak słońce latem. Jej uśmiech nigdy nie był szczery, ale świetnie go wykreowała. Każdy jej pragnął, ale to ja chciałem być na tym miejscu. Miejscu, które dawało władzę.
- Przecież na Ciebie czekam – Odezwałem się z udawanym zniecierpliwieniem. Owinąłem się ręcznikiem i otworzyłem drzwi. Nie chciałem jej widzieć, chciałem zobaczyć w tych drzwiach Susan. Tak piękną i prawdziwą. Rudowłosą, małą, drobniutką Suzie, która potrafiła mnie rozbawić i nauczyła mnie w jeden wieczór, że śmiech nie musi być sztuczny czy wymuszony. Veronica tak naprawdę niczego ode mnie nie chciała. Sama miała wszystko.
- Jesteś nikim – Rzuciła na przywitanie, po czym zmierzyła mnie rozwścieczonym wzrokiem.
- Po co przyszłaś?
- Bądź milszy. Jesteśmy parą – Miałem ochotę ją uderzyć. Wiele razy. Właściwie to za każdym razem, gdy otwierała usta. Czasem po prostu miałem ochotę podbić jej oko.
- Przepraszam – Szepnąłem bezgłośnie i pocałowałem dziewczynę w czoło. Na jej twarzy pojawił się ten znienawidzony przeze mnie uśmieszek. Tylko ja wiedziałem, jak bardzo jest sztuczny. Miałem tylko nadzieję, że nigdy się nie dowie, że pocałowałem Suzie. Zniszczyłaby ją. Ale przede wszystkim zniszczyłaby mnie, a ja pragnąłem być na szczycie, tylko z Veronicą mogłem to osiągnąć.
Jestem Kyle. Veronica jest moją dziewczyną. Suzie jest dziewczyną, w której mógłbym się zakochać. Jednak ponad wszystko i wszystkich kocham władzę i popularność. Jestem egoistą.

Just because you're beautiful doesn't mean you can treat people like they don't matter.

1 komentarz:

  1. Ciekawe, naprawdę :) Będę tutaj zaglądała :) [rockme-onedirection.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń