- Kyle idioto – Veronica krzyczała mi do ucha, używała w
stosunku do mnie chyba wszystkich możliwych wyzwisk, które tylko istnieją, choć
potrafiła także wymyślać na bieżąco nowe. Kim była? Była ładna, popularna, ale
w jej spojrzeniu nie było nic. No może jednak… Nienawiść? Żądza władzy? Może. –
KYLE – Krzyczała coraz głośniej, a ja wciąż siedziałem pod prysznicem,
zalewając swoje ciało lodowatą wodą. Próbowałem sobie przypomnieć co się stało
wczoraj. A właściwie jak to się stało. Byłem oszołomiony. Zawsze byłem oddany
Veronice, była moją dziewczyną, którą sam sobie wymarzyłem, jako przewodniczący
szkoły. Ludzie okrzykiwali nas najpopularniejszą parą naszego naprawdę dużego
liceum, nie było osób, które nas nie znały, były tylko takie, na które my nie
chcieliśmy zwracać uwagi. Susan była taką osobą. Nie chcieliśmy zwracać na nią
uwagi. A jednak była piękna, choć nigdy tego nie dostrzegałem. Jej oczy
jednak mnie hipnotyzowały, a jej głos czarował, mimo wszystko. I wczoraj tak
bardzo się na nią zapatrzyłem i tak bardzo wsłuchałem w jej słowa.. Straciłem
kontrolę. Bo jak inaczej to nazwać? Veronica jest moja. To jak orzeczenie o
własności, ale taki chyba był nasz związek. Byliśmy nawzajem swoimi
własnościami.
- Kyle, jeśli wyjdę to więcej nie wrócę – Orzekła obojętnie,
jakby każdy inny człowiek na ziemi mógł zająć moje miejsce. Taka właśnie była
prawda. Ver mogła z każdego zrobić popularnego i każdego zrównać z ziemią. Jej
jasne, długie blond włosy rozbłyskiwały prawie jak słońce latem. Jej uśmiech
nigdy nie był szczery, ale świetnie go wykreowała. Każdy jej pragnął, ale to ja
chciałem być na tym miejscu. Miejscu, które dawało władzę.
- Przecież na Ciebie czekam – Odezwałem się z udawanym
zniecierpliwieniem. Owinąłem się ręcznikiem i otworzyłem drzwi. Nie chciałem
jej widzieć, chciałem zobaczyć w tych drzwiach Susan. Tak piękną i prawdziwą.
Rudowłosą, małą, drobniutką Suzie, która potrafiła mnie rozbawić i nauczyła
mnie w jeden wieczór, że śmiech nie musi być sztuczny czy wymuszony. Veronica
tak naprawdę niczego ode mnie nie chciała. Sama miała wszystko.
- Jesteś nikim – Rzuciła na przywitanie, po czym zmierzyła
mnie rozwścieczonym wzrokiem.
- Po co przyszłaś?
- Bądź milszy. Jesteśmy parą – Miałem ochotę ją uderzyć.
Wiele razy. Właściwie to za każdym razem, gdy otwierała usta. Czasem po prostu
miałem ochotę podbić jej oko.
- Przepraszam – Szepnąłem bezgłośnie i pocałowałem
dziewczynę w czoło. Na jej twarzy pojawił się ten znienawidzony przeze mnie
uśmieszek. Tylko ja wiedziałem, jak bardzo jest sztuczny. Miałem tylko
nadzieję, że nigdy się nie dowie, że pocałowałem Suzie. Zniszczyłaby ją. Ale
przede wszystkim zniszczyłaby mnie, a ja pragnąłem być na szczycie, tylko z
Veronicą mogłem to osiągnąć.
Jestem Kyle. Veronica jest moją dziewczyną. Suzie jest dziewczyną, w której mógłbym się zakochać. Jednak ponad wszystko i wszystkich kocham władzę i popularność. Jestem egoistą.Just because you're beautiful doesn't mean you can treat people like they don't matter.
Ciekawe, naprawdę :) Będę tutaj zaglądała :) [rockme-onedirection.blogspot.com]
OdpowiedzUsuń