[...]
- Patrzcie kto idzie!!! - Krzyknęła Veronic, gdy zobaczyła mnie przed szkołą następnego dnia. Wszyscy zaczęli się śmiać. Ver podeszła do mnie i wylała na mnie coś, co pachniało jak tania czerwona oranżada. Strzał w dziesiątkę. Moją białą koszulę szlag trafił. Szczęście w nieszczęściu, że miałem na sobie ciemne spodnie. Ale zaraz... Nikogo już to nie obchodzi. Nie odezwałem się. Dominic, jako jedyny nie był pewny, po czyjej ma stanąć stronie. Wahał się, widziałem to. Zignorowałem go. Veronic pokierowała moim podbródkiem w ten sposób, abym był zmuszony na nią spojrzeć. Gwałtownym ruchem "zerwałem" z siebie jej ręce, przesunąłem głowę, a ją mimowolnie odepchnąłem.
- Nie dość, że zdrajca to jeszcze damski bokser - Odezwała się Camille, która niegdyś bardzo mi pomagała. Jak widać wszystko się kiedyś kończy. Wstała, szarpnęła mnie, próbowała sprowokować.Stałem jak wryty. Cała grupa moich popularnych "przyjaciół" podniosła się z miejsca i stanęła dookoła mnie. Byłem w pozycji przegranej. Ściągnąłem na siebie wyrok licealnej śmierci.
- Stop! - Usłyszałem znajomy krzyk. Byłem w takim szoku, że nie do końca potrafiłem stwierdzić skąd znam ten głos. Ta osoba biegła, była coraz bliżej. Śmiech dookoła mnie.
- Poważnie? Wymieniłeś Veronic na... nią? - Zapytała Camille z pogardą, chociaż nie chciała odpowiedzi. W swojej głowie miała już wszystko poukładane. Odwróciłem się szybko, spojrzałem na Susan. Veronic szarpnęła nią z całej siły, miałem wrażenie, że jest małą dziewczynką, która w życiu się nie obroni. I faktycznie, nie broniła się. Jęknęła z bólu. Chciałem jej pomóc, gdy już ruszyłem się, by odciągnąć Veronic, zostałem zatrzymany. Dominic z resztą chłopaków ograniczyli mi ruchy. Zmuszali mnie, żebym patrzył jak Ver krzywdzi Suzie. Veronic roześmiała się, była naprawdę rozbawiona. Uderzała w swoją rywalkę jak w worek treningowy. Dlaczego nie ma tu nikogo kto mógłby pomóc? Szarpałem się z chłopakami, ale każdy mój ruch był wynagradzany kolejnym uderzeniem z ich strony. Veronic puściła wreszcie Susan, a ona osunęła się, po prostu upadła, podtrzymywała się na rękach, ciężko oddychając, spojrzała na mnie tylko, nie mogąc uwierzyć w to, co się właśnie stało. Camille uwieczniła wszystko swoim telefonem, a na zakończenie wylała na Sus tę samą oranżadę, która wcześniej zniszczyła mi koszulę.
- To Twoja decyzja jak będzie wyglądało Twoje życie Kyle. I jej życie... O ile można to nazwać życiem - Veronic znów się roześmiała, jej głos był pełen nienawiści, uderzyła mnie w twarz. Złapała za moje włosy, odciągnęła moją głowę do tyłu - Mogę was zniszczyć jednym mrugnięciem. Niczym mnie nie zaskoczysz - Szepnęła prosto w moją twarz z szyderczym uśmiechem. Odrzuciła moją głowę w bok. Chłopaki też mnie puścili, uśmiechając się w stronę Sus z pogardą. Tylko Dominic oglądał się za nami, jednak wiedział, że nie ma już czego szukać w moim pobliżu. Podałem Suzie rękę, lecz ona to zignorowała. Złapałem ją za ramię, ona odepchnęła mnie od siebie z całej siły. Jej oczy zaszły łzami, a ona sama wybiegła poza teren szkoły, uciekała. Chciała uciec ode mnie i od rzeczywistości, byłem pewien.
I love you, but I don't know why. You can be the boss, daddy, you can be the boss. [...] I like you a lot, I like you a lot, don't let it stop.
Krótko! Czemu tak krótko?!
OdpowiedzUsuńJaka akcja, o mazagraa!napisane przez "z" specjalnie)
Weny Życzę!